[ Pobierz całość w formacie PDF ]
do Shaunee, która jeszcze warczała na Damiena. - - Wiecie, że zawsze jestem za pomyślnymi
rozwiązaniami. A byłoby cholernie miło, gdyby Zoey dowodziła Córami Ciemności, a w przyszłości
została prawdziwą starszą kapłanką.
Prawdziwą starszą kapłanką... Nie wiedziałam, czy to dobrze czy zle, że na te słowa zrobiło mi się
trochę słabo. Znowu. Z westchnieniem zapaliłam fioletową świecę.
" Gotowi? spytałam całą czwórkę.
" Gotowi odpowiedzieli chórem.
" Dobrze, w takim razie unieście świece.
Bez wahania (co znaczy również, że nie pozostawiłam sobie czasu na to, by stchórzyć) podeszłam ze
świecą do Damiena. Nie byłam tak doświadczona i zręczna jak Neferet ani uwodzicielska i pewna
siebie jak Afrodyta. Byłam sobą, Zoey, znaj oma nieznajomą, która zmieniła się ze zwyczajnej
uczennicy w niezwykłą wampirską adeptkę. Zaczerpnęłam powietrza do płuc. Jak mówiła Babcia:
jedyne, co mogłam zrobić, to starać się ze wszystkich sił.
- Powietrze jest wszędzie wokół nas, więc logiczne, że ten żywioł przyzywam najpierw do naszego
kręgu.
Przytknęłam swój ą świecę do żółtej świecy Damiena i natychmiast ukazał się płomień, wściekle
filując.
Zobaczyłam, jak oczy Damiena robią się wielkie i okrągłe ze zdumienia, kiedy wiatr zaczął owiewać
nasze ciała tworząc wokół nas wiry powietrzne, rozwiewając nam włosy i smagając przyjemnie
skórę.
" To prawda szepnął, wpatrując się we mnie. Rzeczywiście potrafisz ukazywać sobą obecność
żywiołów.
" No cóż odrzekłam przynajmniej jeden z nich. Zobaczmy, jak będzie z następnym.
Podeszłam do Shaunee. Podniosła skwapliwie swoją świecę i powiedziała:
" Jestem gotowa na przyjęcie ognią niech nadejdzie.
" Ogień, przypomina mi mrozne zimowe wieczory i ciepło bijące od kominka w przytulnej chatce
mojej babci. Proszę cię, ogniu, usłysz mnie, przybądz do naszego kręgu.
Zapaliłam czerwoną świecę, której płomień wydawał się znacznie większy i jaśniejszy niż zwykłej
świecy obrzędowej. Wokół mnie i Shaunee unosił się żywiczny aromat palącego się drewna i
miodowy zapach trzaskającego na kominku ognia.
- Ojej! wykrzyknęła Shaunee, w której oczach migotały iskierki odbitego płomienia świecy.
Ale odjazd!
To już drugi usłyszałam szept Damiena. Erin czekała na mnie z szerokim uśmiechem.
" Jestem gotowa przyjąć wodę powiedziała szybko.
" Woda przynosi ukojenie w czasie upalnych
dni
w Oklahomie. Woda to oceany, które mam nadzieję kiedyś zobaczyć na własne oczy. Woda sprawią
że rośnie lawenda. Proszę, wodo, usłysz mnie, przywołuję cię do naszego kręgu.
Zapaliłam niebieską świecę i natychmiast poczułam chłód na swojej skórze i słony krystaliczny
zapach, jaki może się unosić tylko nad brzegiem oceanu, którego nigdy nie widziałam.
" Niesamowite, naprawdę - - powiedziała Erin, wdychając głęboko oceaniczne powietrze.
" W sumie trzy liczył Damien.
" Ja już się nie boję wyznała Stevie Rae, kiedy stanęłam przed nią.
" To dobrze odpowiedziałam i skoncentrowałam myśli na czwartym żywiole, ziemi. Ziemia nas
nosi i ziemia nas otacza. Bez ciebie bylibyśmy niczym. Proszę, ziemio, wysłuchaj mnie, przyzywam
cię do kręgu.
Zielona świeca zapaliła się bez trudu i nagle owionął nas intensywny zapach skoszonej świeżej
trawy.
Usłyszałam też szelest dębowych liści, a gdy podniosłam do góry głowę, zobaczyłam, jak wszystkie
konary wyciągnęły się i rozpostarły nad nami, jakby chroniąc nas od wszelkich cierpień.
- Niesłychane! ~ zachłysnęła się zachwycona Stevie
Rae.
- Cztery! zawołał podekscytowany Damien. Podeszłam szybko na środek kręgu i podniosłam
swoją fioletową świecę.
- Ostatni żywioł to ten, który wypełnia wszystkich i wszystko. Sprawią że jesteśmy jedyni w swoim
rodzaju, on tchnął w nas życie. Proszę cię, duchu, byś mnie wysłuchał i przybył do naszego kręgu.
Nie do wiary, ale miałam wrażenie, że cztery żywioły otoczyły mnie, tworząc wokół wir, przy czym
nie było to ani trochę przerażające. Przeciwnie, czułam, jak przepełnia mnie spokój, a jednocześnie
wzbierająca potężna moc, musiałam zaciskać usta, by nie wybuchnąć radosnym śmiechem.
- Patrzcie, co się dzieje z kręgiem! - - zawołał Damien.
Zamrugałam, by lepiej widzieć, i w tym momencie zobaczyłam, jak cztery żywioły uspokajają się
niczym rozbrykane i przywołane do porządku kociaki, które przysiadły wokół mnie, czekając tylko,
by na dany znak wyczyniać następne sztuczki. Uśmiechnęłam się do siebie rozbawiona tym
porównaniem, a wtedy zauważyłam jaśniejącą poświatę wokół kręgu i nad głowami całej czwórki.
Zwiatło było jasne i czyste, a przy tym lśniło srebrzyście jak księżyc w pełni.
" Czyli pięć powiedział Damien.
Kurde balans! - - wydałam z siebie okrzyk, jaki nie przystoi starszej kapłance. Cała czwórka
wybuchnęła śmiechem typowym dla istot szczęśliwych. Wtedy zrozumiałam, dlaczego Neferet tańczy
podczas odprawiania obrzędu. Bo i mnie teraz chciało się śmiać, tańczyć i krzyczeć ze szczęścia.
Innym razem, postanowiłam sobie. Tej nocy czekało mnie ważne zadanie.
- Dobrze, a teraz odmówię oczyszczającą modlitwę - zapowiedziałam przyjaciołom. - - Podczas
odmawiania
modlitwy będę stawała twarzą do kolejnego żywiołu.
- A co my mamy robić? zapytała Stevie Rae.
- Skupcie się na modlitwie. Uwierzcie, że żywioły zaniosą ją Nyks, a bogini wysłucha jej i pomoże
mi w taki sposób, że dowiem się, co powinnam robić powiedziałam z większą pewnością w
głosie niż w głowie.
Po raz wtóry zwróciłam się twarzą na wschód. Damien posłał mi pełen zachęty uśmiech. Zaczęłam
recytować pradawną oczyszczającą modlitwę, którą wielokrotnie odmawiałam ze swoją babcią z
kilkoma zmianami, jakie postanowiłam wcześniej wprowadzić.
Wielka bogini Nocy, której głos słyszę w wietrze, która tchnie życie w swoje dzieci: usłysz mnie,
potrzebuję Twojej siły i mądrości.
Zrobiłam krótką przerwę, po czym zwróciłam się na południe.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]