[ Pobierz całość w formacie PDF ]
na rysujÄ…ce siÄ™ pod bluzkÄ… piersi.
- Chcesz, żebym cię całował?
- Och, tak - odpowiedziała. - Bardzo chcę.
- Gdzie? Tutaj?
Uśmiechnęła się, kiedy znów dotknął palcem jej warg.
- Albo tutaj?
Zadrżała pod wpływem delikatnej pieszczoty ucha.
- A może tutaj?
Palec głaskał jej gładką szyję, zatrzymując się w miejscu, gdzie puls bił szybko tuż
pod delikatną skórą.
- A tu?
Palce pogładziły zagłębienie u nasady szyi, a potem powoli wsunęły się pod
kołnierzyk bluzki. %7ładna bielizna nie odgradzała ich od skóry Lisy, nic nie tłumiło
podniecenia, kiedy palce Rye'a objęły jędrny wzgórek piersi i chwyciły brodawkę. Krzyknęła
zaskoczona i złapała go za rękę, jakby chciała, żeby zaprzestał tych tak intymnych pieszczot.
- To znaczy, że tego nie chcesz? - spytał cicho, delikatnie pociągając za aksamitną
brodawkÄ™.
Przeszyło ją tak silne doznanie, że nie mogła wydobyć słowa. Ciało wygięło się w łuk
pod tym. dotykiem, a ręce przycisnęły jego dłoń, jakby błagając o kontynuowanie tej
pieszczoty.
- O, tak - wyszeptał, pieszcząc ją i słuchając cichego jęku, czując, jak pod wpływem
jej rozkoszy jego własne ciało tężeje, jak krew zaczyna krążyć jeszcze szybciej. - Maleńka,
powiedz mi tylko, czego pragniesz. Wszystko się spełni, co tylko będziesz w stanie sobie
wyobrazić.
- Chcę... - Głos Lisy załamał się, gdy Rye zaczął ściskać jej brodawkę między palcami
i znów jej ciałem zawładnęła rozkosz. - Ja... - Ponownie zawiódł ją głos.
Już nie próbowała mówić. Przytrzymała jego dłonie przy piersiach i przyciskała się do
nich całym ciałem, prosząc w ten sposób o więcej. Ale on, uśmiechając się, odsunął ręce,
przerywając pieszczotę, która zabarwiała jej skórę rumieńcem.
- Rye?
- Tak?
OdpiÄ…Å‚ powoli pierwszy guzik, potem drugi i trzeci.
Przestraszyła się, kiedy zaczął rozsuwać poły na wpół rozpiętej bluzki, i chwyciła za
jej brzegi.
- Nie chcesz, żebym cię dotykał?
- Ja... ja nigdy... Nie wiem.
- Ale twoje ciało wie. Popatrz.
Spojrzała na swoje piersi. Nabrzmiały wyraznie i sterczały pod cienkim materiałem
bluzki, błagając, by ich znów dotknął. Rye potarł lekko czubek jednej, potem drugiej i
brodawki naprężyły się jeszcze bardziej, a uczucie gorąca przeszyło Lisę na wskroś.
- Bez ubrania jest jeszcze lepiej - wyszeptał jej do ucha i uśmiechnął się, słysząc ciche
westchnienie. - Chcę cię zobaczyć, maleńka. Nie dotknę cię, jeśli sama nie będziesz tego
chciała. Dobrze ?
Skinęła głową, wciąż mając ściśnięte gardło. W tej chwili nie obchodziło jej nic poza
tym, żeby ten mężczyzna znów ją pieścił. Rye powoli zaczął rozsuwać ciągle nie rozpiętą do
końca bluzkę. Materiał drażnił. twarde, sterczące brodawki. Lisa przymknęła oczy i zadrżała,
kiedy poczuła na poróżowiałych z podniecenia piersiach pierwszy dotyk ciepłych promieni
słońca. Rye z trudem stłumił jęk, gdyż nagły przypływ pożądania był aż bolesny. Lisa była
jeszcze piękniejsza niż przypuszczał, piękniejsza niż to wydawało się możliwe. Piersi miała
gładkie i krągłe, z delikatną, perłową skórą.
- Rye? - odezwała się, widząc, że ukochany twarz ma ściągniętą, a jego ciało
zesztywniało gwałtownie.
Odczuł pulsujące gorąco na dzwięk swojego imienia, wypowiedzianego głosem
pełnym namiętności.
- Cały płonę - powiedział ochrypłym głosem.
- A przecież ledwo cię dotknąłem. Jesteś taka niewinna. Ale ja nie. Ja pragnę cię tak
bardzo, że pożądanie rozdziera mi wnętrzności. Chcę cię rozebrać, chcę słyszeć, jak wołasz
moje imię, kiedy będę dotykał cię tam, gdzie nikt nigdy jeszcze cię nie dotknął. Chcę całować
każdy skrawek twojej skóry, obrysować językiem twoje kształty, poznać smak skóry
wewnątrz twoich ud, dotykać cię tak, jak mężczyzna dotyka kobiety. Ale ty przecież jesteś tak
cholernie niewinna. Doznasz wstrząsu, jeżeli nawet tylko pocałuję czubek twojej piersi.
Próbowała coś powiedzieć, lecz znów nie mogła wykrztusić słowa.
- Czy zrozumiałaś, o czym mówię? - zapytał szorstko. - Nie skończy się na jeszcze
paru gorących pocałunkach. Nie zadowolę się tym. Chcę leżeć z tobą nagi i dotykać cię w taki
sposób, o jakim ci się nie śniło, aż zapomnisz o całym świecie. A potem wezmę cię i przez
chwilę nie będzie ciebie, nie będzie mnie, tylko my, spleceni w takiej rozkoszy, dla której
ludzie gotowi są zabijać lub umierać. Rozumiesz to? Jeżeli dotknę cię jeszcze raz w podobny
sposób, to nie opuścisz tej łąki jako dziewica.
ROZDZIAA ÓSMY
Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami.
Chciała coś powiedzieć, ale oblizała tylko wargi i próbowała zebrać myśli. Kiedy ją
całował, nie zastanawiała się nad niczym. A powinna była pomyśleć wcześniej - była
niedoświadczona, ale przecież nie głupia.
- Prze... przepraszam - odezwała się bezradnie, nienawidząc siebie samej za to, że
zadała mu ból. - Nie myślałam o tym, co t y czujesz. Nie chciałam sprawić ci bólu.
Zaklął i usiadł gwałtownie, widząc, jak bardzo się tym przejęła. Zamknął oczy, bo
gdyby patrzył na nią dłużej, znów zacząłby ją całować i mógłby uwieść ją, zanim by się
zorientowała. Nagle poczuł na dłoni ciepły oddech, a za moment usta dziewczyny dotknęły
jego skóry i wyszeptały słowa przeprosin. Czuł, że Lisa cała drży i wiedział, że powodem jest
nie tylko namiętność, ale także strach i poczucie winy. Ta świadomość uspokoiła płonący w
nim ogień, który już wymykał się spod kontroli.
- To nie twoja wina - wyszeptał, przyciągając ją łagodnie do siebie i głaszcząc
delikatnie. - To przeze mnie. Ja przecież wiedziałem, dokąd to wszystko prowadzi. -
Uśmiechnął się. - Ale nie zdawałem sobie sprawy, że można pragnąć kogoś tak bardzo, jak ja
pragnę ciebie. To mnie zupełnie zaskoczyło. - Musnął ustami jej policzek i poczuł słony smak
łez. - Nie płacz, dziecinko. Wszystko w porządku. Teraz już będę ostrożny, nic mnie nie
zaskoczy i nie zrobię niczego, czego nie będziesz chciała. Mogę całować cię, ile razy
zechcesz, gdzie tylko zechcesz. Nie bój się, nie będę do niczego cię zmuszał. Wiesz o tym,
prawda?
Uspokajała się pod wpływem tych słów, ale jeszcze bardziej pod wpływem
delikatnych, czułych pocałunków w czoło, policzki, czubek nosa, kąciki ust. W końcu
westchnęła głęboko i oparła się wygodnie o jego pierś. Wtulił twarz w jej jasne, jedwabiste
włosy i wdychał ich zapach.
- Liso - wyszeptał po chwili.
Zobaczyła, że patrzy na jej pierś, wyzierającą spomiędzy fałd jasnobłękitnej bluzki.
- Czy ufasz mi na tyle, że pozwolisz mi się znów dotknąć?
- Tak! Nie. Och, Rye, wierzę ci, ale nie chcę, żeby dla ciebie to stało się nie do
zniesienia. Nie jest w porządku, że cierpisz, kiedy ja czuję się tak wspaniale.
- Nie martw się o mnie - powiedział, gładząc ją po nodze, przesuwając dłoń coraz
[ Pobierz całość w formacie PDF ]