[ Pobierz całość w formacie PDF ]

choć w samym środku trochę zakalcowate. Jimmy zgarniał
kawałek najbardziej nasączony cointreau lub calvadosem i
zjadał go łyżeczką. Bracia zgodnie przyznawali, że to dość
dobry wypiek, przypominający biszkopty w kremie z czasów ich
dzieciństwa.
Wszystko było bardzo proste, kiedy miało się taką rodzinę.
Całkowicie pochłonięci własnymi sprawami, o nic Jim-my'ego
nie wypytywali. Gdyby zniknął na dobre z ich życia,
wspominaliby go z czułością. Czasami Rupert żalił się na swój
los, tak bardzo odmienny, nigdy jednak nie znajdował
zrozumienia u Jimmy'ego.
- Jesteś trudną i nadwrażliwą osobą, Roopo - zwykł mawiać
przyjaciel. - Nawet gdybyś miał rodzinę podobną do mojej,
również czułbyś się zagrożony i udręczony.
Rupert odpowiadał śmiechem.
- Nie nazywaj mnie w ten sposób. To brzmi jak nazwa
jakiegoś egzotycznego ptaka.
- Właśnie taki jesteś: przypominasz nastroszonego
egzotycznego ptaka, dla którego niemal każde warunki
klimatyczne okazują się nieodpowiednie!
Rupert poznał Jimmy'ego pewnego wspaniałego dnia w
agencji. W oknie wystawowym umieszczono właśnie zdjęcie
 uroczej i oryginalnej wiejskiej chaty". Znajdowała się trochę
zbyt daleko od centrum, w niezbyt modnej okolicy, i nawet w
najbardziej optymistycznym opisie nie można jej było uznać za
odpowiadającą najnowszym trendom.
RS
15
Gdy Jimmy wszedł do biura, Rupert od razu zwrócił uwagę na
tego drobnego mężczyznę w płaszczu przeciwdeszczowym, w
ciemnych okularach i o opadających na czoło blond włosach.
Nieznajomy wydał mu się dziwnie bezbronny. Rupert nie mógł
pojąć, dlaczego natychmiast do niego podszedł, choć panna
Kennedy stała bliżej. W tamtym momencie nie był jeszcze nim
zauroczony. Pragnął jedynie dopilnować, żeby został obsłużony
jak należy. Jimmy przyglądał się z uwagą zdjęciu chaty, a jego
twarz rozjaśniał entuzjastyczny uśmiech.
Rupert opisał mu wszystkie wady i zalety wystawionej na
sprzedaż nieruchomości. Wśród negatywów wymienił dach,
dużą odległość do miasta oraz paskudne głazy w ogrodzie,
dumnie nazywane alpinarium. Do pozytywów zaliczył
wyjątkowo niską cenę, położenie budynku w odosobnionym i
pełnym uroku miejscu oraz możliwość przerobienia
przybudówki na niezależne mieszkanie, i to niedużym nakładem
finansowym. Jimmy słuchał ze wzrastającym zainteresowaniem
i chciał jak najprędzej obejrzeć dom. Rupert zawiózł go tam i
gdy stali pośród porośniętego chwastami skalniaka, gdy wspięli
się na mury przybudówki i stwierdzili, że jej dach jest w
doskonałym stanie, wiedzieli, choć nic jeszcze nie zostało
powiedziane, że planują wspólną przyszłość.
- Niezbyt dogodne miejsce, zważywszy na konieczność
dojazdów do pracy - zauważył Rupert.
- Nie zależy mi na tym, żeby mieszkać blisko pracy. Szczerze
mówiąc, chcę znalezć sobie dom usytuowany jak najdalej od
szkoły i wścibskich oczu, aby móc żyć w sposób nieskrępowany
i zgodny z własnymi upodobaniami.
Ruperta ogarnęło niewytłumaczalne uczucie zaborczości.
- Jak sądzisz, czy będziesz skłonny wziąć lokatora, jeśli
zdecydujesz się kupić tę chatę?
- Być może - odparł Jimmy opanowanym tonem. - Nie mam
na razie żadnych planów.
RS
16
Nabył tę nieruchomość. Dzięki czteroletnim oszczędnościom
został uznany za wypłacalnego klienta. W agencji byli z Ruperta
bardzo zadowoleni: chata zbyt długo figurowała już w ofertach.
Kiedy negocjacje dobiegły końca, Rupert poczuł się bardzo
samotny. Odtąd mały, uśmiechnięty Jimmy miał wieść własne
życie w wystawionym na działanie wiatrów domu - zbuduje mur
jako osłonę przed nimi, tak jak to wspólnie ustalili, i
wyremontuje drugą część budynku, pobieli go, być może
pomaluje drzwi na czerwono, posadzi pelargonie i znajdzie
odpowiedniego lokatora. W ten sposób uzyska środki na spłatę
długu hipotecznego. A Rupert nigdy więcej nie usłyszy o jego
chacie. Ani o nim.
Jimmy zatelefonował w piątek.
- Czy możesz mi pomóc, Rupercie? Straciłem cały zapał, jaki
towarzyszył mi w chwili zakupu tej nieruchomości. Nie mogę
pojąć, dlaczego wydawała mi się aż tak wspaniała. Czy
przyjedziesz, żeby mi o tym przypomnieć?
- Oczywiście - odparł powoli Rupert. - Zrobię to z największą
przyjemnością.
Przez cały dzień był jak w transie. Prawie nie słyszał tego, co
ludzie do niego mówią. Wszystko stało się teraz zupełnie jasne: [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lastella.htw.pl
  •