[ Pobierz całość w formacie PDF ]
na kanapie z moimi siostrami i coś dla nich rysował!
- Cześć, Jillian - powiedział z uśmiechem. Gdzie byłaś? Tammie i Debby umilały mi
czas podczas twojej nieobecności. Twój tata zaprosił mnie na obiad. Mam nadzieję, że nie
masz nic przeciwko.
ROZDZIAA 7
Jesz z nami obiad! - krzyknęłam zdumiona.
Oczy Bobby'ego błysnęły.
- Oczywiście, spaghetti to moje ulubione danie.
Słyszałam tatę krzątającego się po kuchni. Swoim zaproszeniem wpędził mnie w
niezręczną sytuację. Zwróciłam się do Bobby'ego.
- Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł.
- Dlaczego nie? To chyba jest całkiem normalne, że chcę poznać bliżej twoją rodzinę.
Przecież jesteś moją dziewczyną.
- Jestem? - zapytałam zdenerwowana.
Dokończył to, co rysował dla Tammie, podał jej kartkę, wstał i wziął mnie za ręce.
- Oczywiście, Jillian. Wydawało mi się, że ustaliliśmy to wczoraj wieczorem.
- Ale nie rozwiązaliśmy kolejnej sprawy - przypomniałam mu. - Wyjaśnij mi,
dlaczego nie przyjdziesz na maraton.
Debby szarpnęła wolną ręką Bobby'ego.
- Powiedziałeś, że mi jeszcze coś narysujesz.
- Mi też! - krzyknęła Tammie.
- Jeden wam nie wystarczy? - zapytał Bobby.
- Nie! - odpowiedziały chórem dziewczynki.
- Przestańcie go męczyć! - rozkazałam.
- W porządku, Jillian. To nie jest problem. Zdaje się, że twoje siostry lubią moje
rysunki. Nie jestem w stanie im dowieść, że nie mam talentu - rzekł uśmiechając się.
Tammie wręczyła mi kartkę.
- Zobacz, co Bobby narysował! To jest mój cha... charakter.
Bobby zaśmiał się.
- Karykatura, to znaczy, że rysunek jest do ciebie podobny.
Byłam zła na Bobby'ego, bo nie odpowiedział na moje pytanie, ale ciekawość
zwyciężyła. Jeden rzut oka na karykaturę potwierdził moje przypuszczenia, że Bobby ma
talent. To była cała Tammie. Jej okrągła buzia, wydęte policzki i zabawne dołeczki. Twarz
zajmowała większą część kartki. Tammie musiała powiedzieć Bobby'emu, że lubi koty, bo na
rysunku była otoczona mnóstwem małych kociaków z długimi sterczącymi wąsami i
otwartymi mordkami. One mówiły o Tammie prawie wszystko.
- Nie mogę w to uwierzyć! - wykrzyknęłam, oddając Tammie jej rysunek i biorąc
kartkę od Debby. - Twój plakat był wspaniały, ale to jest jeszcze lepsze.
- Niezle jak na mistrza kręgli, co? - zażartował.
- Bobby, powinieneś częściej zamieniać kulę na ołówek - stwierdziłam
entuzjastycznie.
- Twoje prace są nadzwyczajne.
- Przestań. Nie są aż tak dobre. To tylko zabawa, nic poza tym.
- Narysuj Jillie - poprosiła Debby, skacząc naokoło Bobby'ego.
Tammie przyłączyła się.
- Narysuj charakter Jillie!
- Karykaturę. Bobby, nawet o tym nie myśl - ostrzegałam. - Nie wydaje mi się, żebym
chciała być obrazkiem.
Rozbawiony chłopiec zachichotał i sięgnął po czystą kartkę. Potem usiadł przy stole i
wziął ołówek.
- Chyba mnie nie rysujesz? - zapytałam, próbując, bez większych sukcesów, zajrzeć
mu przez ramię.
- Szsz. Mistrz wrócił do pracy. Tammie zapiszczała.
- Zrób jej wielkie usta, Bobby.
- Dorysuj wystające zęby - dodała Debby.
- I wielki pryszcz na nosie - zaproponowała Tammie.
- I piegi - zakończyła Debby.
- Nie słuchaj ich, Bobby! - krzyknęłam. Nie przerywał rysowania. Kreślił na kartce
zdecydowane linie i w parę minut wszystko było gotowe. Wstał i rzucił mi wymowne
spojrzenie.
- Proszę, Jillian.
Z lekkim wahaniem sięgnęłam po rysunek. Wzięłam głęboki oddech, zanim
spojrzałam na pracę Bobby'ego. To, co zobaczyłam, zaskoczyło mnie. Rysunek przedstawiał
mnie w bardzo niesamowity sposób. Nie byłam taka ładna jak na obrazku, ale było mi miło,
że Bobby w ten sposób o mnie myśli.
- Bobby! - wykrzyknęłam. - Ja tak nie wyglądam!
- Jesteś tego pewna?
- Moje włosy nie są takie bujne, moje usta takie pełne, a oczy nie mają kształtu
brylantów.
- Brylanty dla Jillian - powiedział miękko.
Kiedy napotkałam jego wzrok, serce zaczęło bić mocniej i zrobiło mi się gorąco.
Czułam się, jakbyśmy byli sami w pokoju, na świecie, we wszechświecie.
Ale nie byliśmy, bo właśnie wtedy wszedł tata i zakomunikował:
- Podano do stołu!
Uśmiechnęłam się nieśmiało do Bobby'ego.
- Mój tata świetnie gotuje.
- Nie mogę się doczekać.
Zciskając rysunek w ręku, powiedziałam:
- Pójdę to zanieść na górę i zaraz do was dołączę.
Odwróciłam się, przytulając kartkę do policzka i pobiegłam do swojego pokoju.
Wiedziałam, że zachowam ten obrazek do końca życia. To nie były linie na papierze, tylko
uczucia Bobby'ego.
Kiedy przyczepiłam kartkę do lustra nad toaletką, zauważyłam napis i myślałam, że
[ Pobierz całość w formacie PDF ]