[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Całe szczęście, że nie możesz być muchą - uciął.
- A jak ty się znalazłaś w salonie?
- Mademoiselle kazała mi otworzyć przed sobą drzwi,
gdyż chciała mieć efektowne wejście. Zachowywała się tak
jakby grała w sztuce, z księciem w roli głównej.
- Widział cię? - zmarszczył brwi Piotr.
- Chyba... tak... kiedy... całował ją w rękę...
- Słuchaj, Jolanto - teraz brat spochmurniał na dobre -
musisz schodzić księciu z drogi i nie pokazywać mu się na
oczy, rozumiesz?
- Dlaczego? - nie rozumiała Jolanta. - O co ci chodzi?
Piotr milczał, jakby zastanawiał się, co powiedzieć.
- Mało prawdopodobne, by zwrócił na ciebie uwagę, gdy
jest przy nim Gabriela Dupre - powiedział w końcu.
- Tym niemniej, nie chcę mieć żadnych kłopotów.
- Kłopotów z księciem? Jakich kłopotów?
- Nie ma sensu zadawać pytań - zirytował się Piotr. -
Wystarczy, jeśli będziesz robiła to, co ci każę. Trzymaj się od
niego z daleka. Jeśli się do ciebie odezwie, udawaj półgłówka.
- N...nie rozumiem... Chyba nie chcesz powiedzieć, że on
mógłby się... mną zainteresować?
Piotr nie odpowiedział i Jolanta roześmiała się cicho.
- To absurd! W końcu dla niego jestem tylko pokojówką!
- Tak, wiem - powiedział po chwili milczenia Piotr,
zaciskając usta. - Tym gorzej.
Rozdział 3
Siedząc wygodnie w komfortowym powozie, ciągniętym
przez cztery konie, Jolanta myślała z satysfakcją, że ten
sposób podróży do Paryża jest lepszy niż każdy inny, na który
mogliby sobie pozwolić. Kiedy wyjeżdżali z Calais, okazało
się, że ma dla siebie cały powóz, jako że Hawkins, lokaj
księcia, wolał podróżować siedząc na kozle obok woznicy.
Trzymali się około pół kilometra za powozem wiozącym
księcia i aktorkę. Czasem, kiedy jechali wolniej przez jakieś
miasteczko, Jolanta mogła dojrzeć Piotra. Była pewna, że się
świetnie bawi.
Wyglądał bardzo dziwnie w liberii księcia, w
wypudrowanej peruce pod ostro zakończoną czarną czapką.
Zdążył jej się poskarżyć, że kurtka jest za krótka.
- To twoja angielska krew jest temu winna - dokuczała
mu Jolanta. - Francuzi są z reguły niscy i smagli.
- Wytłumaczyłem im, że pochodzimy z Normandii -
odparł Piotr - gdy mnie zagadnęli o twoją jasną cerę.
Jolanta już miała oburzyć się na te osobiste pytania, które
traktowała jak impertynencję, gdy przypomniała sobie, że
uważają ją po prostu za równą sobie stanem. Mieli więc pełne
prawo wypowiadać się na jej temat i prawić jej komplementy.
Nie miała jednak czasu rozmyślać o tym wszystkim
pierwszego ranka, kiedy opuszczali Calais. To z powodu
kłopotów ze spakowaniem na czas kufrów Gabrieli Dupre,
Aktorka z dziesięć razy zmieniała zdanie na temat swego
ubioru i w końcu Jolanta pomyślała z rozpaczą, że jeśli się
spóznią, wszystko pójdzie na karb jej nieudolności i książę
może będzie nalegał, by ją zwolnić.
Pomagały jej dwie pokojówki hotelowe, ale i tak zdyszała
się bardzo, nim wreszcie zbiegła ze schodów. Na dole zastała
woznicę swego powozu oraz Hawkinsa, denerwującego się z
powodu opóznienia.
- Jego Wysokość nigdy nie czeka na nikogo! - powiedział
ostro lokaj.
Jolanta powstrzymała się od uwagi, że w takim razie
powinien sobie wybierać mniej kłopotliwych towarzyszy
podróży.
Pomimo iż konie szły doskonale, książę nie zamierzał się
zbytnio spieszyć do Paryża. Gdy on i mademoiselle Dupre
zatrzymali się na lunch, powóz wiozący Jolantę i Hawkinsa
pojechał dalej do miejsca noclegu, tak by wszystko było
rozpakowane i gotowe, zanim państwo dotrą do zajazdu.
Pan Hartley już tam był i wynajął dla księcia całe pierwsze
piętro. Sypialnię Gabrieli Dupre i salon wypełniały kwiaty.
Pokój przeznaczony dla Jolanty był bardzo wygodny.
I znów nie miała okazji porozmawiać z Piotrem, zanim
książę i jego gość nie usiedli do kolacji. Piotr czekał, by
zabrać ją do jadalni dla służby, która w tym zajezdzie nie była
już tak miła jak w Hotel d'Angleterre. Było to małe
pomieszczenie o nieregularnych kształtach. Musieli więc
usiąść razem z resztą służby książęcej. Wszystko, co mówili
mogło być słyszane.
Natychmiast po posiłku Piotr wyciągnął Jolantę z hotelu i
[ Pobierz całość w formacie PDF ]